Gandalf i Yoda: ta jesta mie ucieszyła. Psałterz floriański!

To może być wzruszające dla każdego, kto chce poczuć swój związek z Polską jako ciągłością.
Na święty Wojciech AD 2016 w Pałacu Rzeczypospolitej w Warszawie będą pokazywać Psałterz floriański. Reklamują to wydarzenie przez odwołania do kultury masowej. Że to księga, w której znalazły się wizerunki Mistrza Yody i Gandalfa (z innej Opowieści).

PsFlor.697896

Poważniej rzecz ujmując, bibliotekarze z bloga Polony objaśniają, że to raczej postać wampiryczna — Nosferatu, a nie dobrotliwy Yoda.
W prawej kolumnie pierwszego obrazku napisano Celi enarrant gloriam dei, a poniżej widzimy mnie więcej Nebosa wipowadaiø slawø boszø, co według transkrypcji zawartej w Korpusie tekstów staropolskich do roku 1500 można czytać: 
Niebiosa wypowiadają sławę bożą.

A dlaczego psałterz się nazywa floriański? Bo był przechowywany w bibliotece klasztornej w Sankt Florian.


Tytułowe ta jesta mie ucieszyła również zaczerpnąłem z pewnego dość powszechnie znanego w naszym kręgu kulturowym psalmu. To liczba podwójna.
ta jesta mie ucieszyła PsFl697562
Kto żyw, niech idzie popatrzeć i posłuchać o tej pięknej księdze i jakże ciekawym jej języku. Że trójjęzyczność dzieła jest jego zaletą, nie ma co mówić. Wówczas prawie każda królowa w Krakowie umiała mówić i modlić się w kilku językach.

Piotr Spyra cytuje ks. Pawła Pośpiecha

Obudowa wpisu W Pośpiechu Piotra Spyry na blogu jest nieco dziwna. Gdy zestawia ks. Pawła Pośpiecha, górnośląskiego zwolennika narodowej demokracji z innym politykiem, który wypowiedział się o języku — Josifem Stalinem mianowicie.

Sama wypowiedź Pośpiecha jednak ciekawa:

sto lat temu ks. Paweł Pośpiech zaczął wydawać w Katowicach „Gazetę Ludową”. 11 października 1913 „Gazeta” zamieściła artykuł pod znamiennym tytułem: „Nasz język górnośląski”. I cóż my tam czytamy?

„Język nasz górnośląski Niemcy pogardliwie nazywają „wasserpolnisch” a Polacy nie znający Górnego Śląska mniemają, że lud górnośląski już wcale po polsku nie mówi. Albo sromotną mieszaniną polsko-niemiecką. Tak ogólne zdziwienie wzbudzili nasi sokoli, a szczególnie nasze sokolice, gdy na zlocie w Poznaniu po polsku mówiły. Takiemu mieszczaninowi poznańskiego pomieścić się nie mogło, że młodzież górnośląska mówi po polsku i przy tym tak ślicznie.

O naszym języku górnośląskim krążą po świecie najdziwniejsze mniemania, ale rzadko kto zadaje sobie tyle trudu, by ten język choć trochę poznać. To język „wasserpolnisch” powiada Niemiec, to kołowacizna polsko-niemiecka powiadają Polacy z innych dzielnic. Stąd też to po wielkiej części pochodzi, że niejeden Górnoślązak, słysząc tyle urągania, porzuca swój język ojczysty i mówi po niemiecku, bo po polsku mówić to nie „fain”.

Głupcy wy, obce szukacie, swego nie znacie, wcale nie wiecie, co posiadacie, można tu powiedzieć. (…) Nasz język górnośląski jest językiem dobrze polskim. Jest to ten sam język, w którym głosił swe kazania ks. Piotr Skarga, w którym Kochanowski śpiewał swe pieśni na chwałę Bożą i psalmy tłumaczył.”

1. Zwraca uwagę, że stosunek Polaków z terenu przedrozbiorowej Polski wcale nie był do języka górnośląskiego afirmatywny.

2. Używa dowartościowującego argumentu, który zjawi się w tekście A. Brücknera, wielokrotnie powtarzany przez J. Miodka, przekuje mowę śląską w „język Rejów i Kochanowskich”. Chwytny, połowicznie prawdziwy. Szkoda, że z tą pamiątką staropolszczyzny walczono.

No a teraz przydałby się skan całego artykułu.