Po śląsku na Wielkanoc

Z życzeniami wielkanocnymi sprawa jest mocno podejrzana. Jeśli ktoś poważnie bierze święte i straszne tajemnice, które chrześcijanie czczą i przeżywają podczas triduum paschalnego, to wysyłanie spoilera, że grób pusty wpośród postu może być pewną niestosownością.
Ale ja dziś, w Wielką Sobotę, ze skrzynki pocztowej wygarnąłem piękny prezent od internetowego Kamrata — Jana Kaintocha i jego Żony Ewy z Pszowa.
Zapraszam do obejrzenia, przeczytania, namysłu i ucieszenia się wraz ze mną.

Kaintoch_Wielkanocnie-001

 

Wiersz znajduje się w książce Ślonskie wiersze wydanej w sierpniu roku 2014.
Kaintoch_Wiersze_okładka-001

Po śląsku w Piekarach Śląskich

Echa Dnia Języka Ojczystego

Jedno z ech dobiegło z Piekar Śląskich. Tamtejsza aktywistka, pani Helena Leśniowska, prezes miejscowego koła Związku Górnośląskiego, zorganizowała czytanie po śląsku w domu kultury w Dąbrówce Wielkiej (to dzielnica Piekar, niegdyś samodzielna gmina, znana z kultywowania tradycyjnego stroju). „Dziennik Zachodni” zdał 25 lutego 2016 r. relację z wydarzenia:

- „Ślonsko godka” to element naszej kultury, naszego hajmatu*. Jest nam bliska i w tym tkwi jej magia. Nie tylko jest bliska tym, którzy tutaj na Śląsku się urodzili, ale też tym, którzy tu przyjechali, stwierdzili, że to jest ich miejsce do życia i uczą się gwary śląskiej – mówi Leśniowska. – Zależy nam, aby ten język razem z moim pokoleniem nie zaginął. Trzeba dbać o niego, pielęgnować go i stale podejmować działania promujące śląski. Ważne jest też, by zachęcać kolejne, młode pokolenia, żeby chciały się nim posługiwać.

Pani Helena Leśniowska zredagowała książkę pt. Rajza z piekarskôm godkôm. Nakład wyczerpany, ale gdyby ktoś chciał mi ją podarować, chętnie przyjmę  8-)
* Hajmat — to jest takie miejsce, gdzie się jest u siebie.

Dzień Języka Ojczystego 2016

Chciałbym pokazać dwa miejsca, gdzie robi się coś dla języków nieoczywistych — dziś mazurski i śląski.

Najciekawsze zdarzenie ostatnich dni to próba tworzenia literatury po mazursku. Ze względu na demograficzną katastrofę 1945 i kolejnych fal emigracyjnych na Mazurach mało jest samych „mazurskojęzycznych” Mazurów. Ich gwara (język, mowa, etnolekt) nie ma więc obecnie potencjału terytorialnego i społecznego – w zasadzie nie ma miejsc, gdzie istnieje zwarta społeczność mazurska, porozumiewająca się po mazursku.
Piotr Szatkowski, skądinąd rewitalizator języka pruskiego, w Przeglądzie Bałtyckim zamieścił interesujący artykuł o Mazurach i mazurskiej godce, a nawet walentynkowy wierszyk.

Na blogu zaś Rafała Szymy ukazał się „fanowski” przekład opowiastki Janoscha Oh, wie schön ist Panama.

– Pa-na-ma – przeczytoł Miś. – Krzinka przipłynyła z Panamy, a Panama wōniŏ na banany. Ach, Panama to je kraj moich marzyń – pedzioł.
Polecioł gibko do dōm i aże do nocy ôsprawioł Tigerkowi ô Panamie.
– Wiysz – padoł – we Panamie wszyjsko je dużo gryfniyjsze. Bo Panama cŏłkŏ wōniŏ na banany. Panama to je kraj naszych marzyń. Jutro blank rano muszymy wyruszyć do Panamy. Co powiysz, Tigerku? (…)
Możnŏ powiysz, co Miś i Tigerek zrobiliby nŏjlepij, jakby ôstali dōma?
Co by sie niy skamali dugim wandrowaniym?
Ô niy! Wtynczŏs by niy trefili Lisa ani Wrōny. Niy trefiliby tyż Hazŏka ani Jyża i nigdy by sie niy dowiedzieli, jako przitulnŏ może być takŏ piyknŏ, miynkućkŏ zofa.

Czujmy się przytulnie w ojczystym lub matczynym języku.

Nowy słowiański język literacki

Osiemnaście lat temu ogłoszono, że powstał nowy słowiański język literacki — język rusiński. Ilustruje to publikacja A New Slavic Language Is Born. The Rusyn Literary Language of Slovakia, Columbia University Press, New York 1996.

Pełnoletność zdecydowanie temu językowi w warunkach wolności służy. W Preszowie jest językiem prac naukowych, jest wykładany. Nie kwestionuje się ani jego istnienia, ani zasadności kodyfikacji.

Coś takiego można powiedzieć również w chwili, gdy w ramach serii Canon Silesiae – Bibliŏtyka Tumaczyń wydano książkę Dante i inksi. Poezyjŏ w tumaczyniach Mirosława Syniawy, Kotōrz Mały 2014.

Wiele jeszcze o tych przekładach zostanie napisane. Jeśli jednak tłumaczenia tworzą język literacki, język literatury, to w kategoriach stworzonych przez Aleksandra Duliczenkę uznałbym, że górnośląski mikrojęzyk literacki nie jest już in statu nascendi, ale że właśnie się narodził.

I tyle. Jeśli Dante z Wergiliuszem rozmawiają po śląsku (a pamiętamy, że całkiem niedawno w tej samej serii wydano przekład Prometeusza skowanego Ajschylosa, dokonany przez prof. Zbigniewa Kadłubka), to mamy literaturę. Ortografia i gramatyka wyglądają dobrze, choć oczywiście o szczegółach można dyskutować*, ale najlepiej czynić to na gruncie nowej dziedziny slawistyki — filologii śląskiej. To nowy etap rozwoju, którego nie wolno przegapić ani zbagatelizować.

Dante i inksi 01 Dante i inksi 02

* Drodzy Górnoślązacy, jaki jest dopełniacz liczby pojedynczej rzeczowników, które odpowiadają polskim wyrazom plemię, ramię, brzemię, imię, ciemię, a także cielę, źrebię? Odpowiedzi najlepiej kierować na adres artur.czesak[małpa]gmail.com

Tyska wersja śląszczyzny urzędowej

RMF donosi, że w tyskim urzędzie miejskim w tamtejszym urzędomacie pojawiły się instrukcje po śląsku.

Na zdjęciu czytamy m.in. Bierěmy inoś banknoty, wydowomy inoś klepoki.

Klepoki to bilon.

Zdaje się, że to ortografia pochodząca od Dariusza Dyrdy, dziennikarza i autora jednej ze śląskich gramatyk. Świadczy o tym literaě.

Pomysł z pewnością wzmacniający wizerunek urzędu jako przyjaznego mieszkańcom.

Akcja „Zapomniane Śląskie Słowa”

Seniorzy z Pszowa i okolic przyjemnie i pożytecznie spędzają część swego wolnego czasu.

Można o tym przeczytać w Dzienniku Zachodnim.

Także piszący te słowa, zainteresowany i pozytywnie zaskoczony, że w akcji o niewielkim przecież zasięgu, znajdują się i potwierdzają swą żywotność słowa niezbyt częste, o ograniczonym zasięgu, będące świadkami historii Górnego Śląska i kontaktów językowych między dialektami i językami na terytorium i na pograniczach regionu, został zapytany przez Dziennik Zachodni i się wypowiedział:

Czesak: Śląski to żywy język i dobrze rokuje.

Piotr Spyra cytuje ks. Pawła Pośpiecha

Obudowa wpisu W Pośpiechu Piotra Spyry na blogu jest nieco dziwna. Gdy zestawia ks. Pawła Pośpiecha, górnośląskiego zwolennika narodowej demokracji z innym politykiem, który wypowiedział się o języku — Josifem Stalinem mianowicie.

Sama wypowiedź Pośpiecha jednak ciekawa:

sto lat temu ks. Paweł Pośpiech zaczął wydawać w Katowicach „Gazetę Ludową”. 11 października 1913 „Gazeta” zamieściła artykuł pod znamiennym tytułem: „Nasz język górnośląski”. I cóż my tam czytamy?

„Język nasz górnośląski Niemcy pogardliwie nazywają „wasserpolnisch” a Polacy nie znający Górnego Śląska mniemają, że lud górnośląski już wcale po polsku nie mówi. Albo sromotną mieszaniną polsko-niemiecką. Tak ogólne zdziwienie wzbudzili nasi sokoli, a szczególnie nasze sokolice, gdy na zlocie w Poznaniu po polsku mówiły. Takiemu mieszczaninowi poznańskiego pomieścić się nie mogło, że młodzież górnośląska mówi po polsku i przy tym tak ślicznie.

O naszym języku górnośląskim krążą po świecie najdziwniejsze mniemania, ale rzadko kto zadaje sobie tyle trudu, by ten język choć trochę poznać. To język „wasserpolnisch” powiada Niemiec, to kołowacizna polsko-niemiecka powiadają Polacy z innych dzielnic. Stąd też to po wielkiej części pochodzi, że niejeden Górnoślązak, słysząc tyle urągania, porzuca swój język ojczysty i mówi po niemiecku, bo po polsku mówić to nie „fain”.

Głupcy wy, obce szukacie, swego nie znacie, wcale nie wiecie, co posiadacie, można tu powiedzieć. (…) Nasz język górnośląski jest językiem dobrze polskim. Jest to ten sam język, w którym głosił swe kazania ks. Piotr Skarga, w którym Kochanowski śpiewał swe pieśni na chwałę Bożą i psalmy tłumaczył.”

1. Zwraca uwagę, że stosunek Polaków z terenu przedrozbiorowej Polski wcale nie był do języka górnośląskiego afirmatywny.

2. Używa dowartościowującego argumentu, który zjawi się w tekście A. Brücknera, wielokrotnie powtarzany przez J. Miodka, przekuje mowę śląską w „język Rejów i Kochanowskich”. Chwytny, połowicznie prawdziwy. Szkoda, że z tą pamiątką staropolszczyzny walczono.

No a teraz przydałby się skan całego artykułu.

Śpiewanie po śląsku

(Socjo)lingwistycznie przyglądała się już temu Anna Miszta. Dziś naszemiasto.pl zastanawia się, co jest, a co i dlaczego nie jest śpiewane po śląsku.

Czy gwara śląska muzycznie skazana jest na szlagiery?

2013-05-13, Aktualizacja: wczoraj 18:51
Dlaczego gwara śląska muzycznie zawsze kojarzy się ze szlagierami rodem z TVSu? Ślązacy kiedy już robią jakąś karierę muzyczną, śpiewają po polsku czy w innych językach, natomiast o gwarze nawet nie pomyślą…
Wielu muzycznych artystów pochodzi z naszego regionu – ilu z nich zaśpiewało piosenkę w gwarze śląskiej na swojej oficjalnej płycie? Raczej nikt! Bo to obciach…?